Dziś rano jeden z moich znajomych zainspirował mnie do tego, aby napisać coś dla Ciebie w związku z tematem rozstania. Tak naprawdę, to gdybyśmy zapytali kogokolwiek, to każdy z nas chciałby mieć idealny związek, prawda?
Kto chciałby mieć słaby związek?
Kto chciałby mieć: kulawy, chory, pasożytniczy, nie kochający się, rozpadający związek?
A jeżeli nie mówimy o relacjach mężczyzna – kobieta. Nie mówimy o relacjach – zakochani, to związek biznesowy też powinien być zdrowy, też powinien opierać się na fajnych zasadach biznesowych, fajnych, czystych regułach, na przejrzystości.
Dzisiaj jednak, chciałbym porozmawiać na temat rozstania.
Co się dzieje w chwili, kiedy się rozstajemy?
Z reguły jeśli jest kobieta i mężczyzna, to jedna ze stron chce pierwsza. Czasami próbujemy na siłę dojść do tematu, że niech to będzie wspólna decyzja. Niemniej bardzo często dzieje się to na skutek tego, że ten ktoś poznał kogoś innego, poznał fizycznie, zbliżył się, zaprzyjaźnił. A czasem z tego wyszedł romans. Czasami nie poznał nikogo, ale zobaczył u innych, posłuchał u innych, poczytał o tym i zobaczył, że jego związek powinien być inny. Co wtedy? Co wtedy zrobić?
Według mnie, czysto subiektywnie, ponieważ to jest moje doświadczenie, które sam wyniosłem z wielu związków, z wielu rozpadów związków, z wielu świetnych, które wyglądały fajnie przez pierwszy okres, a później coś było z nimi nie tak, również z wielu lat małżeństwa i rozwodu, którego doświadczyłem. Więc czysto subiektywnie, wiem, że to jest bardzo ciężki okres w życiu!
I jest w nim kilka etapów:
Pierwszy: to jest ten trudny. Mianowicie, bardzo często, bardzo często odwlekamy tę decyzję.
Dlaczego? Dlatego, że jedne osoby boją się, że zostaną same. I mając partnera, oszukując go, nie dając mu tego, co powinien partner partnerowi dawać, czyli stuprocentowego zaufania, miłości, energii, poświęcenia, dedykacji, wsparcia, zaufania, bardzo często dzieje się tak, że szukamy czynnika zewnętrznego, który nam pomoże podjąć tę decyzję i z reguły jest to romans, z reguły jest to znajomość z kimś nowym. Czasami jest to porada. Dziwnym trafem powodujemy, że stajemy się bezwolni. Ubezwłasnowolniamy siebie z własnej decyzji, ponieważ mówimy: “nie, nie jestem w stanie podjąć tej decyzji, niech ona to zrobi, niech on to zrobi!” Bardzo często odwlekamy.
Później – cofamy się.
Jeszcze bardziej raniąc drugą osobę. Robiłem to wiele razy i nie zliczę Ci ile dziesiątek, no w tej chwili już setek związków, którym doradzałem, z którymi rozmawiałam, którym doradzałem, którym pomagałem się zejść albo rozstać. W chwili, kiedy podjęły tę decyzję, to wydawałoby się, że będą konsekwentne. Bardzo często słyszy się, „wiesz co, trzeci raz już ze sobą zrywamy, i co? ” “To już czwarty raz, kiedy rozmawiamy o rozpadzie naszego małżeństwa, o rozwodzie”. “To już piąty raz, kiedy mam Ciebie dość!” I tak dalej, i tak dalej. Dopóki się miarka nie przeleje, dopóki się naprawdę siebie mocno nie zranimy, to cofamy się. Jednocześnie powodując, że druga strona jeszcze bardziej cierpi. I to, że my cierpimy.
Trzecie, to jest również bardzo, ale to bardzo popularne i standardowe wręcz zachowanie, zaraz po tym, kiedy nie wiemy, czy podjąć decyzję, wahamy się, czasami ją podejmujemy pół na pół, czasami nasz partner, nie mamy o tym pojęcia. Bardzo często robią to faceci. Robimy tak, że my w głowie już z nią zerwaliśmy i dlatego możemy się spotykać, uprawiać seks z innymi kobietami. Po czym ona nagle się dowiaduje i mówi: „ale zaraz, jeszcze tydzień temu było świetnie.” A my mówimy: „nie, psuje się już od roku czy od półtorej. Wiesz, ten związek już nie działa od kilku miesięcy.” To dlaczego o tym nie powiedzieliśmy? Dlaczego nie byliśmy fair? Dlaczego w dalszym ciągu korzystaliśmy z tej osoby, wykorzystywaliśmy ją, żeby nam prała, gotowała, czasami, żeby się z nami kochała. Tak, żeby nas wspierała. Dlaczego?
Później, nagle się okazuje, że ta kochanka, przyjaciółka, była świetna w weekendy, ale tylko Twoja partnerka, tylko Twój partner, bo nagle Twój kochanek znika, bo wraca do swojej rodziny, a Twój partner jest zawsze przy Tobie. I my mówimy, może tak, może nie. Ale po tym wszystkim jest jeszcze rzecz, która jest dużo, dużo gorsza.
Mianowicie, tak naprawdę, oszukujemy się.
Oszukujemy się, że uda nam się zbudować, pełen zaufania, namiętny, wspaniały, szczęśliwy związek, w chwili, kiedy nie wyczyściliśmy tego tematu. Pomyśl sobie, czy uda się zbudować jakikolwiek dom, fizyczny budynek, wieżowiec, domek jednorodzinny. Czy uda się wybudować w miejscu, w którym już coś stoi? Jesteś w stanie to sobie wyobrazić? Ktoś ma wieżowiec, a druga osoba stawia na tym wieżowcu drugi wieżowiec? Nie. A jednak związek i relacje, to nie jest domek jednorodzinny, to jest wieżowiec pełen krętych uliczek, korytarzy, pełen wind, które jeżdżą na różnym poziomie namiętności, emocji, zrozumienia, pasji, pytań, odpowiedzi.
A idąc dalej, jeśli nie jesteś w stanie sobie wyobrazić, jak na takim istniejącym obiekcie, postawić drugi. Ja sobie tego nie wyobrażam, próbowałem oczywiście, dlatego Ci mogę o tym powiedzieć. To po prostu nie działa! To w jaki sposób, w chwili, kiedy masz jakieś nie do końca zakończone relacje? Jak na tym budować szczęście? Też się nie da!
Wszystko, co potrzebujesz, to potrzebujesz nowego, bo tego szukasz tak naprawdę, czystego startu! Tego właśnie potrzebujesz! Ponieważ nie zbudujesz, na pół rozerwanym, nowego związku. A więc, jeżeli zdecydujesz się na rozstanie, to rób to konsekwentnie. Porozmawiaj, wyjaśnij, bądź szczery, bądź szczera. Co Ci leży na sercu? Co było tak, co było nie tak? Czasami na siłę, próbujemy sobie jednak wmówić, że uda się. Czyli nie dajesz mi tego, co ja chcę od Ciebie, mówię Ci o tym, a Ty mówisz: „To ja się zmienię!”.
Zmiana w człowieku jest specyficzna. Praktycznie rzecz biorąc potrzebujesz ułamka sekundy, żeby zmienić nawyk i zachowanie. I tak samo, praktycznie rzecz biorąc, potrzebujesz miesięcy i lat na utrwalenie nowego nawyku. A więc, jeżeli do tej pory nie dawałeś swojej partnerce lub nie dawałaś drugiej stornie tego, czego oni oczekiwali, to jest bardzo mała szansa, że się zmienisz. Wymaga to ogromnej ilości pracy z obu stron.
A więc, czasami kiedy podejmiecie już decyzję o rozstaniu, to bądźcie wobec siebie fair. Powiedzcie, o co chodzi? I tak już się zraniliście, gorzej być nie może. Mało tego, bardzo często osoby, które się rozstały, po pewnym czasie, są w stanie, zbudować nowy związek, lepszy związek, pełen pasji, namiętności, ponieważ poprzedni partner coś im powiedział, że to będzie takie i takie albo tego mi nie dawałeś i zaczynasz tego szukać. Bardzo często okazuje się, że po rozstaniu uświadamiamy sobie, że to była nasza wina. Nasza, nie drugiej strony.
To jest piękne w całej swojej złożoności i problemach, ponieważ taka jest prawda.
Wszystko, co nas spotyka w życiu, jest naszą winą i naszą zasługą. Jeżeli partner nie daje Ci tego, czego chcesz, to znaczy, że mało to zakomunikowałeś, nie potrafiłeś tego wydobyć, a może źle trafiłeś w pierwszym miejscu, ponieważ podnieciłeś się zbytnio i poddałeś chemicznym procesom zachodzącym w Twoim mózgu.
Tak naprawdę, bierz na siebie odpowiedzialność i bądź fair. Nie licz na to, największa możliwa ściema, największa ściema, jaka rani każdą kobietę i też bardzo boli nas – facetów. To jest to, kiedy jedna strona mówi do drugiej: „zostańmy przyjaciółmi”.
Pewnie to słyszałeś i słyszałaś nieraz. Ja nie mówię, że tak nie będzie, ja nie mówię, że to nie jest niemożliwe, po jakimś czasie na pewno, ale na początku – zapomnij. Najlepiej by było, gdybyś zszedł, zeszła z oczu temu partnerowi, nie męczcie się wzajemnie, bo nagłe wybuchy miłości, przytulania, gesty, tylko po to, żeby u tej drugiej osoby zostawić taki ciągnący się ślad?
Panowie, jeżeli daliście ciała i zdradziliście, to bądźcie konsekwentni i nie łudźcie się tym, że kobieta Wam wybaczy, nie łudźcie się tym, że zostaniecie przyjaciółmi. Dałeś cztery litery, to teraz z tym żyj. Jeżeli to kobieta zrobiła, nie oczekuj, że on nagle będzie wspaniały, będzie Cię wspierał, na jakiś czas może się okazać, że nie będziecie w stanie się ze sobą w ogóle kontaktować. Może po miesiącach, po latach wyjdzie z tego fajna przyjaźń, ponieważ spędziliście ze sobą trochę czasu, ale tak naprawdę, dajcie odetchnąć tej drugiej stronie, dajcie jej wziąć kolejny wdech świeżego powietrza, bez Waszego smrodu. Ponieważ czasami śmierdzimy dla innych, ale mówimy, że to oni śmierdzą. Wiem, że to boli, niemniej zaufaj mi, przeżyłem to kilka razy, zdradziłem, byłem zdradzony i wiem jak to smakuje.
Wiem, że w każdej sytuacji możesz znaleźć wyjście, ale jedno jest pewne. Nie zbudujesz na ruinach czegoś, wspaniałego nowego obiektu, nie zbudujesz na istniejącym obiekcie nowego obiektu, potrzebujesz czystą przestrzeń, nowy, świeży start.
A więc, gdy podejmiesz decyzję o rozstaniu i czy to jest rozwód, czy to jest zerwanie narzeczeństwa, czy po prostu rozstanie partnerów, może biznesowych, rozpad przyjaźni, to bądź konsekwentny, bądź konsekwentna. Czasami da się wyjaśnić, czasami się nie da wyjaśnić. Czasami najlepszym rozwiązaniem jest zniknięcie z czyjegoś życia, niemniej pamiętaj, nie zostawiaj tej osoby z długami, problemami. Dla mnie każda relacja, jest relacją pół na pół. Jeżeli jestem z Tobą w relacji, to wszystko, co robiliśmy razem, należy się mnie i Tobie, a więc jeśli uważam, że najlepszym rozwiązaniem jest zniknąć, to powinienem zostawić tę część, która się Tobie należy.
Jest takie fajne powiedzenie, które według mnie, gdyby większość młodych ludzi, którzy w tej chwili tak szaleńczo szukają romansu, namiętności, szybkiego seksu, gdyby stosowała to zdanie i gdyby większość związków stosowała, to świat byłby piękniejszy.
A brzmi ono tak: „Bez względu na relacje, zawsze zostawiaj drugą stronę bogatszą i szczęśliwszą niż ją zastałeś lub niż ją wziąłeś”.
Jeżeli możesz zrobić to finansowo, zrób to finansowo, jeżeli możesz zrobić to emocjonalnie, zrób to emocjonalnie, jeżeli możesz zrobić to fizycznie i pomóc jakoś, to zrób to. Ale nigdy nie dopuszczaj do tego, żeby ktoś się poczuł wykorzystany. Ponieważ takie ryzyko istnieje i czasami tak się czujemy. Czasami druga strona zrobi bardzo dużo, a my się czujemy wykorzystani i czasami dorastamy do tego, że to jednak my wykorzystaliśmy. Jest to bardzo, bardzo złożony proces. Nie bez kozery mamy o tym 3dniowe szkolenie „Idealne Związki” i nie bez kozery, na to szkolenie można przyjechać tylko po uprzednim szkoleniu 3dniowym dla facetów i dla kobiet, ponieważ ten temat jest bardzo, bardzo głęboki, ma wiele szarości, nic nie jest w nim czarne i białe. Niemniej, jeżeli coś się skończy, to miej odwagę powiedzieć o tym drugiej osobie i nie asekuruj się nią, żeby szukać czegoś nowego. Ponieś konsekwencje, to Cię wzmocni i gwarantuję Ci, że pewnego dnia znajdzie się taki partner biznesowy, który zaufa Ci na maksa, który Ci pomoże i rozwinie Cię, znajdzie się taka partnerka i taki partner, którzy spowodują, że będziesz się po prostu uśmiechał, skakał z radości, całował wszystkich dookoła.
Swoją drogą, jak wiele osób widzisz rano w samochodzie, które tańczą, gdy jadą? Tak, to są właśnie te szczęśliwe osoby, które wstały, dostały buzi od swojego partnera, partnerki, rano dostały soczystego całusa, przytulili się, pocałowali dzieciaki, pogłaskali kota, psa i wyszli szczęśliwi w świat!
Warto dać szczęście innym, a nie kwas, pierdoły, stękanie i narzekanie i tego Ci życzę.


{ 19 comments… read them below or add one }
Sama esencja. Przerobiłem podobnie (2 córki z 2 różnymi byłymi), wnioski mam te same + 1 dodatkowy. Wszystko zrozumiesz, jak już znajdziesz autentyczną drugą połowę. Tak się da, naprawdę – choć czasem poszukiwanie trwa np. 40 lat i mnóstwo prób. Związek nie jest po to, żeby się wzajemnie wykorzystywać, ale po to, żeby dawać miłość i brać miłość. I wówczas nie chcesz już nic więcej.
Marcin:
Dokładnie – choć na szczęście są sposoby na to, żeby zaoszczędzić te 40 lat. Dla Panów nasz FPI (Facet Prawie Idealny) a dla Kobiet KTT (Kobieta To Ty). Oba szkolenia mające na celu między innymi, poukładanie naszych oczekiwań i odpowiednie wyjście z nimi w świat – aby odnaleźć dokładnie taką osobę, która razem z nami stworzy szczęśliwy związek.
100% racji! Też jestem po rozstaniu-powrocie, innym rozstaniu, zdradzie i innych takich perypetiach. Nie mam pojęcia co jeszcze w moim życiu mnie spotka. Póki co próbuję (to dobre słowo) od nowa zbudować coś co runęło. Na 90 % to legnie w gruzach znów. Mam nadzieję, że jeśli już, to na dobre i będę na “czysto”. Masz rację, nie warto budować czegoś nowego póki nie zrobi się porządku ze swoim zyciem. To kompletna klapa. Próbowałam. On i ja… Obydwoje w chorych związkach. Bez sensu. Zawsze jest “ktoś” lub “coś” co niepotrzebnie mąci i nie daje zapomnieć. Nie da się budować nowego, zdrowego związku w atmosferze strachu, lęku (bo się wyda) i po prostu “trójkątów”, “czworokątów” i tym podobnych “kątów”…
Doroto:
Dziękuję za odwagę i napisanie tego! To bardzo wiele znaczy.
Odnosząc się do Twojej obawy – 90% pewności, że legnie w gruzach… Kto wie… może tym razem się uda ? Trzymam kciuki a Ty bądź dobrej myśli.
A jeśli Ci się uda, to spotkaj się z nami w przyszłą niedzielę w Lesznie, na jednodniowym szkoleniu Kobieta To Ty: Przebudzenie . To na pewno pomoże, żeby zamiast 90% obawy, była 90% pewność.
Witam, witam
Temat bardzo delikatny i bardzo trudny. Zdecydowanie łatwiej rozstac sie w chwili, gdy dzieci są juz dorosłe, są niezależne . Przychodzi taki moment, gdy zostajemy ze swoim partnerem pod jednym dachem i … czujemy pustkę, zastanawiamy sie jak będzie wyglądać nasza starośc przy boku tego partnera, tej parnerki. Jeśli nie ma tej prawdziwej miłości, wspólnych zainteresowań, brak tolerancji no i oczywiscie pełnego zaangażowania tylko przyzwyczajenie i wygoda to warto dokonać zmiany.
Tak było w moim przypadku rozstałam sie z męzem po 35 latach wspólnego życia. życia, które było poprawne, poukładane ale nijakie. Był to zwiazek oparty na wzajemnym szacunku, ale bez miłości, namietności, bez wspólnych zainteresowań, oparty na udawaniu, że wszystko jest okey. Tak nas wychowano. Małżeństwo , to rzecz święta. Dzieci, rodzina, sąsiedzi. Wszystko dla nich, a gdzie miejsce dla mnie. Pierwszą próbę odejścia od męża podjęłam gdy syn miał 4 latka. Niestet , strach, lęk. Co zrobię, gdzie pójdę. Co z dzieckiem, co z opinia publiczną. ? Nie było wtedy takich szkoleń jak teraz. A więc , zdrada, romanse, poszukiwanie prawdziwej miłości, życie w kłamstwie, udawanie. Koszmar. Nie polecam. Strata czasu. Kiedy syn wydoroślał i wyprowadził sie i to bardzo daleko. Postanowiłam. Bolało i to bardzo . bolało mnie( bo to przecież taki uczciwy, prawy człowiek) bolało męża , rodzina w szoku. Pierwszy rozwód w rodzinie. Nikt nie domyślał sie ,że coś jest nie tak. Powidziałam A , powiedziałam B. Gojenie ran, trwało. Odeszłam z honorem, nie pozostawiając długów, dając wiecej , niż trzeba było. Czas goi rany. Minęło kilka lat. Mój eksio jest moim najlepszym przyjacielem. Mamy wspaniałego syna, który wychował sie w pełnej rodzinie. Mąż poznał inną kobiete, jest szczęśliwy. A Ja , no cóż trafiłam na oszusta matrymonialnego, i to rozstanie już nie było takie miłe. Jedno jest pewne. Wiem jakiego partnera potrzebuję, wiem, co ma być wazne w moim nowym i mam nadzieję ostatnim zwiazku. Mam już swoje lata. Zdecydowałam. Nie żałuje. Wiem czego i kogo pragne. I to zasługa Michała , byłam na Kobiecie i teraz pracuję nad soba i czekam na spełnienie , spełnienie w zwiazku , spełnienie w zyciu na Maksa na 1000%
Potrzebna jest odwaga, potrzebna jest decyzja, potrzebne jest działanie. Naprawde warto. Na kłamstwie, oszustwie, pazerności nie zbuduje się szczęścia.
Aleeee sie rozpisałam. Pozdrawiam.życzę odwagi w podejmowaniu słusznych decyzji
Witam !
Wątpliwości jakie mnie znowu ogarnęły ,w związku z przeczytanym artykułem,każą mi się odezwać ,bo ja mimo wieloletnich wahań zostawiam byłego męża można powiedzieć w potrzebie ,z długami,w chorobie /jest uzależniony /,w stanie depresji ,na granicy przepaści ,nie mam siły już w tym trwać i jak on twierdzi popycham go do samobójstwa .Myślę ,że nie można jednoznacznie wytyczyć drogi postępowania ,w takich sytuacjach ,bo bardzo trudno ocenić kto jest bardziej dręczony i kto więcej traci ,a kto zyskuje ….jestem ciągle skołowana i decyzji swoich bardzo długo nie mogłam podjąć właśnie roztrząsając tego typu dylematy ,czy ja krzywdzę ,czy jestem krzywdzona ,podjęłam wreszcie drastyczne decyzje będąc u kresu wytrzymałości ,próbuję ją w sobie ugruntować ,że jednak dobrze robię broniąc swojego życia ,godności ,walcząc o odzyskanie spokoju .A tu Twój artykuł Michale znowu zasiewa wątpliwości w mojej głowie ,czy powinnam spłacać długi męża i znosić jego chorobę i trwać w tym piekle żeby go nie krzywdzić ?
Grazyno:
Dziękuje ze mialas odwagę opisać cała ta historie, ponieważ wiem ze nie jest to proste, dzielić się swoimi wspomnieniami, szczególnie tymi smutniejszymi.
To co mnie zawsze zastanawialo, to zachowanie ludzi dookoła nas, którzy na każda niepasujaca do ich światopoglądu rzecz mówią: pranie mózgu, bzdura, sekta.
A tymczasem to oni powodują ze słucham takich historii, gdzie dziwne i oslabiajace programy z młodości, zamiast odwagi i motywacji do szukania szczęścia, zabiły wiele dusz.
Trzymam kciuki za Tego jedynego, który na 100% się pojawi gdy Ty sie uporasz ze swoiimi tematami – to rownież widzę bardzo często :6!
Amia:
Wątpliwości są najbardziej normalne – sądzę, że jako ktoś kto myśli, to zastanawiasz się na swoimi decyzjami, a nie podejmujesz ich bezmyślnie i nagle, prawda ?
Wiem nawet co Cię zmieszało: ostatnie stwierdzenie, żeby związki zostawiać lepszymi… Ale to się tyczy OBOJGA partnerów! To raz, a dwa, ten artykuł był w większości napisany dla Facetów, którzy nie wiedzą jak postępować, ale z racji energii i możliwości, są jednak silniejsi (choćby mizernie i tylko na pierwszy rzut oka, ale jednak). A postępowanie dla Kobiet, które w takich sytuacjach, są częściej krzywdzone, to już trochę mocniejszy temat.
Napiszę Ci co ja całkowicie subiektywnie myślę o tej sprawie:
Moja mama straciła przez to pół życia, bo męczyła się najpierw z jednym, później kolejnym i następnym. Noże latały w powietrzu, rękoczyny i bluźnierstwa. To na pewno nie było zdrowe miejsce dla nas, dzieci.
Podziwiam ją jako silną kobietę, która w pewnym momencie powiedziała dość!
Zostaliśmy sami, ona ciężko pracowała, lecz wyszliśmy na ludzi normalnych.
Gdyby się zastanawiała, że ojciec mojej siostry umrze, a później mój się zapije na śmierć i kolejny, zginie w śmiertelnym wypadku… To gdzie byłbym dzisiaj ? Może w kolejnej pełnej oszustw i alkoholizmu rodzinie. Gdzie wszyscy udają, że nikt nic nie widzi, że wszystko jest w porządku.
Ja sam, byłem w długim związku. Było świetnie na początku, inaczej pośrodku, słabiej na końcu. Zamiast rozwiązywać, zamiast wymagać dużo więcej – po prostu wybierałem drogę łatwiejszą, zdradzałem i oszukiwałem.
W pewnym momencie miałem tego dość i wybuchnąłem. Niestety uwarunkowania, wzorce, przekonania od rodziny – wczesno-dziecinne programowanie – spowodowało, że zamiast szukać, to z przestrachu zostałem i wręcz poślubiłem ją. Było fajnie kilka lat, po czym się skończyło. Gdybym nie zdecydował o tym, to pewnie do dziś oboje byśmy się oszukiwali…
Nie znam tego faceta, który zamiast szczęścia robi Ci piekło na ziemi, ale napisałaś: “…męża można powiedzieć w potrzebie ,z długami,w chorobie /jest uzależniony /,w stanie depresji ,na granicy przepaści ,nie mam siły już w tym trwać i jak on twierdzi popycham go do samobójstwa…”
- długi ? Ty zrobiłaś czy On – dla rodziny czy dla siebie ?
- choroba, uzależnienie ? Ty go zmuszałaś, czy On w ten sposób ucieka ?
- depresja ? a co ma przyjść po pierwszych dwóch, powyższych tematach ?!
- granica samobójstwa… proszę Cię! To już brzmi jak szantaż emocjonalny i maksymalne wykorzystywanie tego, że jesteś miękką kobietą. A do tego to TY go popychasz do samobójstwa, bo on jest ubezwłasnowolnionym, biedactwem, które samo nie decyduje ?
Bez względu na to, czy i jaką podejmiesz decyzję, to Twoje życie i zastanów się, jak ma wyglądać. W oszukiwanym współczuciu, wymuszonej wzajemności, szantażu emocjonalnym, okradania siebie z pieniędzy i szczęścia, czy może istnieją inne opcje ?
Nie mówię, że masz go zostawić! W końcu i tak bierze sobie to co Ty masz, bez pytania, wręcz z oczekiwaniami. Więc istnienie ryzyko, że za moment NIC nie będziesz miała, prawda ?
Więc sama mu oddaj większość. Oddaj mu to co według Ciebie umożliwi mu życie. Zabierz siebie i swoje życie, swoje umiejętności i swoją pracę – zabierz to co jest Twoje i zostaw go z 50% lub większością Waszego majątku. Gwarantuje Ci, że Twój spokój psychiczny i zdrowie, pozwoli Ci odrobić się finansowo i fizycznie w ciągu kilku miesięcy lub lat – ale co pewne, będziesz SOBĄ. Będziesz mogła szukać miłości i zbudować coś opartego o szczere, prawdziwe i ludzkie relacje! A nie oszustwo, męczenie, naciąganie i słabość.
Ehh, jak miło poczytać…o swoim przypadku
A jak poradzić sobie z poczuciem porażki po rozstaniu? Bo przecież gdy jest się z kimś to daje się tej drugiej osobie swój czas, energie, uśmiech itd. nie będę już tutaj wyliczać. A skoro się rozstajemy tzn., że jednak to nie wystarczyło. Rozstanie to nie tylko wspólna “porażka”, ale też moja własna, indywidualna.
Mariko:
Nie, to nie jest porażka. Nawet tak na to nie patrz proszę!
Jeśli się rozstajemy to oznacza, że albo my albo druga osoba szuka kogoś / czegoś innego. Czyż nie ? Jeśli więc tak jest, to nawet jeśli to nie zawsze nasza decyzja, to czy wolelibyśmy żyć w nieświadomości lub trzymać się związku, który nie daje nam 100% satysfakcji ? Według mnie nie powinniśmy!
Oczywiście zdaję sobię sprawę, że moje podejście nie jest popularne – popatrz dookoła. Ogromna ilość par ma pokręcone relacje, oszukują się, męczą, narzekają, ale… często lepsze to niż samotność! Lepsze to, niż szukanie czegoś nowego. To łatwiejsze, niż budowanie nowej relacji.
Potraktuj to raczej jako informację zwrotną: nie wyszło. Nie jest łatwo, ale masz coś, za co wielu oddałoby życie. Mianowicie, może teraz sprawdzić, co działało a co nie! Oczywiście zaczynając od siebie!
Co Ci się podobało ?
Co dawało radość ?
Co wzmacniało Ciebie i związek ?
A co niestety było przeciwne ? Co osłabiało ? Co denerwowało ? Co powodowało przykrości i smutki ?
Dzięki temu, możesz świadomie zdecydować – STOP! W kolejnym związku, w kolejnych dniach mojego życia będzie więcej tego pierwszego a mniej drugiego.
To wszystko na razie jest tak gorące i swieże – trudno mi na to spojrzeć w ten sposób. Tym bardziej, że było nam razem dobrze i chodzi tylko o jedną jedyną sprawę. Nie pomogły rozmowy, wyjaśnienia. Dla mnie to ważne, a po drugiej stronie po prostu mur.
Zdecydowna i bezwzględnie prosta recepta czyli “O tym jak sprawnie wymienić garderobę na nową”.
Odszedłem od swojej żony, to była jednostronna decyzja. Całe nasze kilkunastoletnie pożycie przekreśliłem właśnie w taki zdecydowany sposób. Mam ogromne wyrzuty sumienia i dużo bardzo gorących uczuć do swojej żony. Uważam ją za osobę wybitnie inteligentną. A także mądrą na sposób w jaki mądry być powinien każdy wykształcony, wrażliwy i doświadczony człowiek. “Nasze małżeństwo zabiło słowo starać się”, to jej słowa. Jako życiowa partnerka (żona, kochanka, w końcu matka) za mało się starała. Na tym polu podejmowała próby i ponosiła klęski. Nie była beznadziejna. Po prostu nie wiedziała jak. I nie miała do tego cierpliwości.
Ja się starałem zanadto, robiąc z naszego życia piekło. Wskazywałem, decydowałem, zaganiałem, ponaglałem, a w końcu strofowałem. Jestem bardzo wymagającym człowiekiem, przede wszystkim dla siebie. Tak samo jak łatwo nawiązuję powierzchowne kontakty (których nie cenię i nie znoszę) tak samo bardzo trudno zawiązuję przyjaźnie.
Te kilkanaście wspólnych lat nauczyło nas wzajemnego schodzenia sobie z drogi. Nie mogę mieć do niej pretensji. A do siebie? Które z nas się mniej starało: ona w swojej małżeńskiej roli czy ja z ograniczaniem swoich wyraźnie nadmiernych oczekiwań…
Teraz, z bagażem moich wygórowanych, neurotycznych wręcz zasad, emocjonalnie odczuwam stan, który mógłbym przyrównać do zjawiska zwanego “horyzontem zdarzeń” – czas stanął, wszystko straciło swoje dotychczasowe właściwości, świat zamarł.
Od czasu naszego rozstania minęło wiele miesięcy. W moim życiu pojawiła się inna kobieta (bo przecież nie jesteśmy stworzeni do tego, żeby żyć samotnie). Ma wszystkie brakujące mojej żonie cechy. I vice versa, brakuje jej wszystkich cech mojej żony.
Życie się kończy, zupełnie poważnie, niewiele tego czasu już zostało. Trochę ponad dwie dekady? (ateista)
Jestem dorosły, za swoje błędy nigdy nie obwiniam innych. Czy mając te dwadzieścia kilka lat wiedziałem jak to się skończy? Czy teraz mam powiedzieć – to moja wina, przepraszam (przypominam – to ja odszedłem).
Z drugiej strony – swoją żonę uważam za przyjaciela, nie chcę go (a nie jej)stracić. Bardzo ciężko i ogromnym kosztem staram się przeprowadzić to rozstanie w typowy dla mnie sposób – po swojemu, wierząc, że zatrzymanie przyjaźni jest możliwe.
Kocham ludzi, których kochałem. Nigdy nie przestaję. Rozstanie nie niszczy tego co czułem, tego co dałem, co dostałem i co dla siebie poświęciliśmy. Pamiętam swoją pierszą miłość, pamiętam drugą. I chcę pamiętać swoją żonę. To wszystko co mam. Bo przecież nie SUV’a, którego za dwa lata sprzedam i kupię nowego.
Uważam, że ludzie tworząc związki jedynie w jakiś sposób opierają się na przyjętych ogólnie modelach – przyjaźń, małżeństwo, rodzina. Za każdym razem są to tylko impresje, własne wariacje na dany temat. Różnie rozumiemy nasze obowiązki, różnie interpretujemy zachowania innych ludzi, zarówno swoje jak i innych deklaracje. Pewnie, małżeństwo, prawnie rzecz ujmując, ma jasną definicję. Tymczasem za tą definicją są ludzie, zdeterminowani w sposób, którego to prawo ująć już nie ma jak.
To czy się rozstajemy i jak to robimy zależy od nas w stopniu, którego ten artykuł nie potrafił przybliżyć. Wiem, statystyka jest przeciwko mnie, przeciwko nam. I będzie dalej, jeśli tylko potakująco kiwać będziemy głowami nad tego rodzaju kostatacjami.
Choć gdyby to było o tym jak rozstać się ze swoją starą i zniszczoną garderobą, żeby móc bez żalu wymienić ją na nową…
Danielu:
Dziękuję Ci za napisanie tego wszystkiego i podzielenie się z nami Twoimi doświadczeniami oraz przemyśleniami.
Nie wyczuwam z tego za wiele pytań do mnie, więc jedyne co mogę Ci podpowiedzieć, to to, że zasady są czasami potrzebne, żeby właśnie nie tracić czasu. Oczekiwania są niezbędne, żeby określić dokąd chcesz dojść i jak daleko zabrnąć. Niemniej na samym końcu to już nasza indywidualna decyzja – czy zostajemy w relacji, czy ją zakończymy i odejdziemy.
Trzymam kciuki za Twoje nowe życie, które na pewno z tym doświadczeniem będzie inaczej udane i jeśli będziesz uważny, to nie popełnisz tych samych błędów.
P.S: Żal jest naturalnym odczuciem, lecz według mnie większy żal jest żyć obok siebie, bez dawania sobie 100% tego co druga strona oczekuje. Obojętnie jak to boli (a sam to przeszedłem), lepsze jest to, niż wewnętrzne umieranie, które następuję wtedy gdy partnerzy chcą czegoś innego. Będziemy o tym mówić podczas weekendowego szkolenia: Idealne Związki, które mam nadzieje, da większe osobie szanse zrozumieć to wszystko bez potrzeby przeżywania takich ciężkich chwil na sobie.
Dzielni ludzie tutaj sie wypowiadaja!!Ja jestem w zwiazku od 14 lat,bardzo mlodo zostałam wdowa z małym dzieckiem i po czasie spotkalam Go.Na początku jak to bywa nie bylo żle,ale im dalej w las…on nie jest złym czlowiekiem ale takim nijakim.ja zawsze byłam pelna energii miałam mnóstwo znajomych w tej chwili zostałam sama,doslownie sama z partnerem u boku,Dorosłe dziecko wyjechalo za granice a ja niby w zwiazu ale samotna do bólu.Nie ma pomiędzy nami żadnej namietności ,nie spaliśmy ze sobą od 8 lat, nie przytula mnie,nie całuje,nie dotyka ale zapewnia ,że mnie kocha w wolne dni leży cały dzień a na propozycje wyjscia gdzies -odburkuje ze mu sie nie chce.Jest mi strasznie ciężko z nim żyć i nie bardzo wiem co zrobić moje dziecko ma juz swoje dzieci i on dla nich jest wspanialym dziadkiem,a ja nie moge już złapać tchu tak sie dusze w tym zwiazku!!!!Poóżcie mi !!!!Trudno bedzie sie rozstac bo mamy wsólny biznes i pracujemy razem,jak to wszystko pogodzić.Nie szukam żadnego innego meżczyzny bo jestem strasznie zmęczona psychicznie!!!
Iwono:
Dziękuję za odwagę żeby to napisać.
To co opisujesz jest niestety codziennością dla bardzo wielu par. Stopniowe wychładzanie się związku to naturalny proces tego, że po 3-6 miesiącach przestajemy być nabuzowani hormonami i podnietami, a zaczyna się normalne życie. Lecz nie jest normalne to, że od 8 lat ktoś nie daje sobie czułości i ciepła. Nie jest normalne to, że facet nie ma ochoty na swoją kobietę. To co robi ? Sam się onanizuje, czy robią to inne kobiety, czy może ktoś zechce mi powiedzieć, że facet nie potrzebuje sexu ? Lub kobieta go nie potrzebuje ? Usypianie własnej seksualności jest przerażające bo to jeden z niewielu sposobów, przez który możemy przekazać swoją miłość w trochę inny sposób niż tylko słowami.
Leżenie do góry brzuchem i olewanie partnera to też dość drastyczne pokazanie, że temu komuś zależy bardziej na własnym komforcie niż na drugiej osobie. Bez względu na wiek, na czas i na długość związku, można zachować namiętność, wrażliwość i ciepło rodzinne. Dlatego sugeruję mocne przemyślenie tego i przedyskutowanie z partnerem!
Szybka rada:
Powiedz wyraźnie co czujesz,
czego Ci brakuje
i oczkuj wzajemności. Nie pozwalaj na olanie tematu lub omijanie.
Wybierz się na nasze szkolenie: Kobieta To Ty, wtedy nabierzesz więcej energii żeby to zrobić i poznasz sposoby, które działają.
Gdy on będzie chciał z Tobą i dla Ciebie zmienić swoje złe nawyki (bo niestety nie zawsze chcą…) wtedy szkolenie: Facet Prawie Idealny, które otworzy mu oczy na nasze egoistyczne i chamsko-męskie zagrywki.
Po tym dopiero będziecie mogli wspólnie przyjechać na szkolenie: Idealne Związki i albo uratować to co Was łączy albo uzmysłowić sobie, że czas na poważne decyzje i może czas przestać siebie nawzajem niszczyć…
Trzymam kciuki!
Witam wszytskich serdecznie:)
Z uwagą przeczytałam Pana artykuł…i odnalazłam w nim wiele odpowiedzi na nurtujące mnie pytania – obecnie znajduję się na etapie wahania się, czy odejść definitywnie, czy jeszcze dać nam czas jako parze…mój partner nie chce pozwolić mi odejśc, zwłaszcza, że jestem w dziewiątym miesiącu ciąży, ale ja już…nie kocham. Choć jeszcze rok temu kochałam szaleńczo:) Wciąż uśmiecham się na wspomnienie najlepszych chwil. Niestety od początku mój partner nie kochał mnie tak bardzo jak ja jego, wydaje mi się, że zaczął dopiero teraz, kiedy ja już przestałam na mieć nadzieję i ceirpliwie czekać. Smuci mnie najbardziej fakt, że w tak szybkim tempie następuje ochłodzenie naszych relacji…zwłaszcza ze nie mieszkamy razem (parner nie jest na to gotowy…ja to odbieram w ten sposób: dobrze mu beze mnie na codzień i nie chce tego zmieniać)…więc kontynuując wątek – nie mieszkamy razem, i ostatnio zauważyłam, że już nie dzwonimy do siebie prawie wogóle, nie wysyłamy nawet smsów, a jeszcze niedawno pisaliśmy do siebie zaraz po przebudzeniu i przed zaśnięciem…wydaje mi się, że to efekt naszego partnerskiego oddalenia się od siebie nawzajem, poza tym podejrzewam, że On ma kogoś, nie będę się tu rozpisywać nad dowodami zdrady…i czasami mi się wydaje, że ciągniemy to wszytsko w oczekiwaniu na naturalną śmierć naszej relacji, która już postępuje…Więc może to nigdy nie była miłość? Jeżeli płaczę nad tym wszytskim, to tylko ze względu na naszą córeczkę, która przyjdzie na świat 10 września 2010r. Wielki smutek – bardzo ją kochamy, szkoda, że siebie nawzajem nie….Pozdrawiam wszystkich serdecznie:)
Cześć Marto,
Po pierwsze gratuluję maleństwa, które gdy się urodzi będzie miało silną mamusię
!
Dlaczego tak uważam ? dlatego, że jeśli to nie tylko słowa i pismo… to masz odwagę zrobić to, czego setki tysięcy kobiet nie robi, po czym marnuje i swoje i swoich dzieci życie. Tłumacząc się: muszę z nim być, bo … mamy dzieci!
Bzdura.
Marto, opisujesz dość naturalny proces w związku, który ja nazywam “Ochłodzeniem”, czyli etap już po “Stabilizacji”, w którym mniej się rozmawia, przytula, pisze itp. Lecz w chwili gdy ze sobą mieszasz to jeszcze jest w miarę normalne, a gdy jesteś od siebie oddalony to już zaczyna być poważnym problemem.
Wielokrotnie słyszę historie kobiet o facetach, którzy sami nie wiedzą czego chcą i nie są gotowi na związek czy dziecko. Widzę i słyszę ich opowieści o romansach i zabawie, dopóki coś im się w głowie nie zmieni. Czasami zmienia, czasami nie.
Nie znam Twojej całej sytuacji ale widząc Twoją decyzję mogę Ci jedynie podpowiedzieć: dasz radę, jeśli tylko zechcesz! Możesz znaleźć miłość na jaką zasługujesz! Zasługujesz na pełne wsparcie, zaangażowanie i związek z kimś kto będzie spał koło Ciebie na podłodze i trzymał Cię za rękę, gdy skurcze będą za mocne, a co dopiero na kogoś kto będzie na tyle odważny żeby spędzić z Tobą całe życie, zawsze Cię wspierają, kochając i dla kogo Twoja córeczka będzie tak samo ważna jak dla Ciebie. Nawet gdy to nie będzie fizyczny ojciec – to często widać, że może dać takie same a może nawet i większe uczucie!
Trzymam kciuki i po porodzie zapraszam na jeden z naszych Klubów Rozwoju – tam Cię jeszcze bardziej wzmocnimy
Witam serdecznie!!Jestem w długoletnim zwiazku(7lat), jak dla mnie szczesliwym, ale coraz częściej odnoszę wrażenie, ze moj partner oddala sie. Ponad 2 lata temu zareczylismy sie a nastepnie zamieszkalismy razem. Poczatkowo byly plany dotyczace slubu, pozniej remont, zmiana pracy partnera i nie poruszalismy tego tematu. Ostatnio zaczelam rozmowe na temat naszej przsyzlosci, co dalej, a moj narzeczony stwierdzil, ze jestesmy razem, mieszkamy i on nie ma narazie planow dotyczacych slubu. Ja go kocham, ale jestem coraz bardziej zalamana jego podejsciem, bo nie tak wyobrazalam sobie naszą przyszłość. Nie wiem co mam robic, chce byc z nim, ale w sformalizowanym związku. Z kolei nie wyobrazam sobie być w związku z kimś innym, ponieważ on jest dla mnie całym życiem. Mam wrazenie, ze coraz rzadziej mnie przytula, wyraza swoje uczucia, ale z drugiej strony ciagle mnie wspiera, jest ze mną, dba o mnie. Moze mnie sie wydaje, ze jest cos nie tak, moze potrzebujemy czasu, a moze to jest zwiazek bez przyszlosci. Prosze o jakies skuteczne rozwiazanie mojej sytuacji, bo nie wiem co mam robić.